Inspirow@nka

Codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy
/Éric-Emmanuel Schmitt/

Zanim pokochałam bujo…

Bardzo często pytacie mnie, co było przed bullet journalem, jak planowałam, zanim pokochałam bujo…

Zanim pokochałam bujo...

W zasadzie sama idea planowania jest mi bliska od dawna – jeszcze w czasach szkoły podstawowej prowadziłam pamiętnik (mój bullet journal obecnie pełni też w pewnym sensie także rolę pamiętnika i notesu na zapiski ). Gdy w wieku 21 lat (a było to już 25 lat temu – w roku 1995!) zaczęłam pracę, zastąpiłam pamiętniki terminarzami nauczyciela. Wypełniałam je wyjątkowo skrupulatnie – mam je zresztą do dziś i jestem w stanie odnaleźć dowolny temat lekcji realizowanej w ciągu minionych ponad 24 lat mojej pracy…

Zanim pokochałam bujo...

Problem z takim terminarzem polegał jednak na tym, że miał on swoje nadrukowane tabelki, które nie zawsze mi odpowiadały. Czasami zostawały mi puste całe strony, z których w ogóle nie korzystałam. Częściej jednak – nie mieściłam się w rubryce przeznaczonej na tydzień lub konkretny dzień.

Zanim pokochałam bujo...

Dziś odpowiedź! Od początku pracy, czyli od września 1995 roku – zanim pokochałam bujo – używałam terminarzy nauczyciela. Miały one rozpiskę tygodniową i dziś kompletnie nie mam pojęcia, jak ja się tam mieściłam! 🤣🤣🤣 No ale chyba się nie mieściłam, skoro postanowiłam przerzucić się do bujo. O samej idei bujo słyszałam już wcześniej, ale na dobre przekonałam się do niej dopiero w kwietniu 2017 roku. Od tamtej pory cały czas doskonalę swoje planowanie, ponieważ jest to metoda, która ciągle ulega zmianom. I to mi się w niej chyba podoba najbardziej. Mogę dopasować planowanie do swojego kontekstu, nastroju, humoru i aktualnych preferencji estetycznych. Mogę to robić „na bogato” lub minimalistycznie – nie przejmując się miejscem w stałych rubrykach.
A jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości i obawy, to rozwiewam je TUTAJ, TUTAJTUTAJ 🙂

Dodaj komentarz