Inspirow@nka

Codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy
/Éric-Emmanuel Schmitt/

Nasz podróże – nuda czy szaleństwo…

Nasz podróże – nuda czy szaleństwo…

Nasze podróże – nuda czy szaleństwo?

Nasze podróże to nuda czy szaleństwo? Zanim odpowiemy sobie wspólnie na to pytanie, cofniemy się o ładnych parę lat, aby przypomnieć nasze podróżnicze “szaleństwo”…

Nasz podróże - nuda czy szaleństwo...

Dawno, dawno temu…

… a dokładnie w sierpniu 2011 roku zdarzyło mi się trochę poszaleć za kierownicą.

Znajomi wiedzą pewnie o kłopotach związanych z jednym z moich poprzednich (mającym już wtedy 22 lata) samochodów. Po styczniowym zapaleniu i kwietniowym pęknięciu nagrzewnicy w czerwcu 2011 roku wylądował on w warsztacie po raz kolejny…  W tym momencie stał się on dla mnie całkowicie bezużyteczny – koszty napraw były przytłaczające. Autko było oczywiście “na chodzie” – tzn. miało wymienioną instalację gazową i elektryczną, nowe “cosie” przy układzie kierowniczym (końcówki panewek????). Miało też nowe tarcze hamulcowe, nową nagrzewnicę, wymienioną butlę… Stało się ono jednak już raczej samochodem dla hobbysty-entuzjasty, który sam sobie będzie przy nim grzebał. Zaczęłam więc marzyć, aby oddać samochód w dobre ręce za drobną opłatą. Co zresztą się stało kilka miesięcy później, a samo autko widziałam jeszcze „na chodzie” w pobliskich Ząbkowicach. Ja już nim jednak jeździć nie mogłam (dużą rolę odegrał tu czynnik psychologiczny – tzn. pamięć kłębów dymu wydostających się spod maski). Niezbędny stał się zakup nowego samochodu.

Nasz podróże - nuda czy szaleństwo...

Udane zakupy!

Nieoceniony okazał się tutaj nasz sąsiad (ekspert w tej dziedzinie), z którym wyruszyliśmy w ostatnią niedzielę pewnego sierpnia na wrocławska giełdę (odkryłam przy okazji, że mieści się ona przy siedzibie mojej “Rupieciarni” – która od tamtego czasu już dwa kolejne razy zmieniła lokalizację…). Udało się kupić autko. Był to 13-letni Opel Astra (który już też zresztą został sprzedany i ma teraz swojego następcę) – nic szczególnego, relatywnie niedrogi, bez bajerów – dla mnie jednak wtedy cud techniki – okupiony pożyczką!
Gdzie tu szaleństwo?
Przyjechaliśmy z Kłodzka do Wrocławia. W ciągu niecałych dwóch godzin kupiliśmy samochód. Razem ze sprzedawcami pojechaliśmy… do Bolesławca, aby odebrać zimowe opony. Przez Wrocław wróciliśmy do Kłodzka – ponieważ była to moja pierwsza jazda samochodem ze wspomaganiem kierownicy, wolałam poćwiczyć to na autostradzie i znanej drodze, a nie tej wałbrzyskiej – kto jechał, ten wie… Ponieważ Mama także bardzo chciała doświadczyć przejażdżki nowym nabytkiem, gdzieś w okolicach Barda wymyśliłam, gdzie ją zawieziemy…

Nasz podróże - nuda czy szaleństwo...

Spełnione marzenie!

Moim największym marzeniem tamtych wakacji było obejrzenie haftowanej “Bitwy pod Grunwaldem” – dzięki Dobrym Ludziom dostałam zdjęcia, ale to przecież nie to samo… Zatem – po szybkim obiadku, o godzinie 16:00 porwaliśmy Mamę w tajemniczą podróż – o tym, że jedziemy do Częstochowy, dowiedziała się w okolicach Opola. Do Galerii Jurajskiej wpadliśmy biegiem na 12 minut przed jej zamknięciem! Do Częstochowy dotarliśmy co prawda w 3 godziny i 15 minut (230 km), ale trochę krążyliśmy po rozkopanych ulicach… Obraz udało się zobaczyć!
Potem wizyta na Jasnej Górze i około 21:00 wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu…
Dzielne autko pokonało prawie 900 km jednego dnia! a szczęście w nocy prowadziła już Mama, a ja przysypiałam na tylnym siedzeniu…Przed pierwszą w nocy wróciliśmy do stęsknionych kotów…

Nasz podróże - nuda czy szaleństwo...

Nuuuuuuda….

Większość naszych wyjazdów jest jednak nudna… z punktu widzenia większości ludzi, bynajmniej nie z naszego! Uwielbiamy bowiem jazdę wolną…. Tak wolną, aby była możliwość fotografowania mijanych obiektów. Są to właściwie wycieczki krajoznawcze “bocznymi drogami”. Gdy mam bowiem do wyboru dotarcie gdzieś autostradą czy trasą szybkiego ruchu, wybieram dłuższy, ale o wiele ciekawszy dojazd przez małe miasteczka i wioski. Podziwiamy ukwiecone ogródki, malownicze pola, zatrzymujemy się, aby sfotografować ciekawe miejsca. Nie spieszymy się, bo naszym prawdziwym celem nie jest miejsce, w które jedziemy, ale droga do niego…

Nasz podróże - nuda czy szaleństwo...

Zwolnij!

Zdejmij nogę z gazu. Spójrz na to, co masz za szybą. Zachwyć się łąką czerwoną od maków i polem rzepaku. Stań na poboczu, aby sfotografować stary wiatrak wśród łąk… Może nie dojedziesz na miejsce przeznaczenia tak szybko, jak zamierzałeś (a w końcu – warto wyjechać parę godzin wcześniej!), ale zyskasz coś, czego się nie spodziewasz… tylko zwolnij… a potem wróć tutaj i opowiedz mi, czy było warto…

Nasz podróże - nuda czy szaleństwo...

2 komentarze do wpisu „Nasz podróże – nuda czy szaleństwo…”

  1. Osobiście też jestem zwolenniczką powolnego podróżowania i zachwycania sie po drodze czym się tylko da- wiele do szczęścia mi nie trzeba bo nawet jeden mały kwiatek potrafi wywołać u mnie falę zachwytu, widok bezkresnego pola zapiera mi dech w piersi…i wtedy za plecami słyszę „i nad czym się tak zachwycasz?! Pola nigdy nie widziałaś?!”…dlatego nienawidzę podróżować z ojcem mojego syna…jemu zawsze się spieszy, dla niego jazda wolniej niż stówą to nie jazda, i nie wiem co mogło by wprawić go w zachwyt skoro nawet w Tatrach wysokich usłyszałam „góry jak góry, nic nadzwyczajnego”…
    Ubolewam nad faktem, życie trochę spłatało mi figla i przez jakiś czas nie mogę korzystać z życia tak jakbym chciała ale co się odwlecze to nie uciecze i po powrocie do Anglii priorytetem będzie jak najszybciej zrobić prawo jazdy, by móc podróżować po swojemu…
    A tyle jest miejsc do odwiedzenia 😉

Dodaj komentarz