Inspirow@nka

Codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy
/Éric-Emmanuel Schmitt/

Hafciarskie początki…

Hafciarskie początki…

Haftem krzyżykowym w mojej najbliższej rodzinie nie zajmował się nikt. Babcia pokazała mi kiedyś technikę wyszywania haftem płaskim i łańcuszkiem, ale wydało mi się to zbyt trudne – a może byłam za mała? Od niej też poznałam podstawy szydełkowania i robienia na drutach…

Moja pierwsza styczność z haftem krzyżykowym nastąpiła na wakacjach, gdzieś pomiędzy 5 a 6 klasą SP, czyli w połowie lat 80-tych. Haftu nauczyła mnie kuzynka… i dawno już sama go porzuciła… Wyszywałam na zwykłym szarym płótnie, z którego początkowo wyciągałam nitki (aby zrobić siatkę, widoczną na dzisiejszych aidach), używając tego, co było pod ręką – muliny, kordonka o różnej grubości… w pasmanteriach też nie było dużego wyboru.

Mój pierwszy haft!

Mój pierwszy haft wykonany podczas tamtych wakacji ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną – bo to właśnie tak wszystko się zaczęło!

Mój pierwszy haft...

Później były zakładki do książek i inne drobiazgi – między innymi okładki i piórniki, które wzbudzały zachwyt koleżanek i nauczycieli, nikt inny takich nie posiadał.

Kolejne hafciarskie próby...

Czas „Anny”…

Byłam ogromnie szczęśliwa, gdy w sprzedaży pojawiła się pierwsza “Anna” – do ubiegłego lata (i wielkich porządków) miałam jeszcze stare numery tej gazety! A pierwszy z nich kupiłam w kiosku koło “żelaznego mostu” – kiosk ten został później zmieciony przez falę powodziową w 1997 roku…

Hafciarskie początki…

Z “Anny” wyszywałam sporo – między innymi cykl obrazków zamieszczonych na ostatniej stronie czasopisma (na zdjęciu prezentuję oczywiście tylko wybrane).

Hafciarskie początki…

Bardzo wiele lat sama zajmowałam się haftem, dopiero stosunkowo niedawno (jakieś 15 lat temu) nauczyłam tej sztuki Mamę – gdy poszła na emeryturę i zaczęło się jej nudzić w zimie.

Pierwsze „duże” haftowane obrazy…

Hafciarskie początki…

Moje dwa największe obrazy – “Maki” Moneta i widok z mostem – wyszywałam jeszcze na tkaninie o policzalnych nitkach (jak len). Nie było wtedy aidy (przynajmniej w jedynej pasmanterii w moim mieście), musiałam bardzo uważać, odliczając nitki – cud, że ani razu się nie pomyliłam… (żadnych linii pomocniczych nigdy nie stosowałam).

Hafciarskie początki…

Później dopiero odkryłam aidę… firmowa mulina pojawiła się w sklepie trochę wcześniej, najpierw Anchor (obrazki z “Anny” już nią wyszywałam), potem DMC…

A jakie były Wasze hafciarskie początki?

2 komentarze do wpisu „Hafciarskie początki…”

  1. Początki??? W sumie to nie za bardzo pamiętam kiedy, co…. Pierwsze prace xxx powstały najprawdopodobniej na zajęciach ZPT – cudne zajęcia, szkoda że zlikwidowali. Niestety swoich pierwszych tworów nie posiadam. Przerwa dość długa….potem jakaś drobnica na karteczki…. parę ciut większych obrazków i poszło 🙂 i trwa do dzisiaj.

Dodaj komentarz